Ekseption-nowa marka

Z marką Ekseption spotkaliśmy się podczas XIX Międzynarodowego Kongresu Dermatologii Estetycznej i Medycyny Anti-Aging. Dzięki uprzejmości dystrybutora marki otrzymaliśmy dwa produkty do przetestowania. Jednym z nich był pH activator. Preparat przeznaczony jest do stosowania na noc i ma on aktywować skórę przed zabiegami złuszczającymi. W jego składzie znajdziemy glukonolakton, kwas tranekasmowy, kwas laktobionowy, heksylorezorcinol, witaminę E czy glicerynę. Pakiet bardzo dobrych składników, których zadaniem jest przygotowanie skóry do profesjonalnych zabiegów złuszczających. W praktyce po zastosowaniu preparatu widać, że skóra na twarzy delikatnie się złuszcza w okolicy nosa i czoła. Zadaniem preparatu jest też zredukowanie hiperpigmentacji.

Tutaj musimy przyznać, że ten produkt nie był chyba odpowiedni dla testującej go osoby. Czy był źle dobrany? A jeśli tak, to dlaczego? Preparat mimo dość dużej zaaplikowanej ilości bardzo szybko wchłaniał się na twarzy – zdecydowanie za szybko. Mimo że widać było jego działanie to coś jednak nie do końca było tak…

Skontaktowaliśmy się więc z dystrybutorem. Po krótkiej rozmowie na temat spodziewanych efektów dystrybutor utwierdził nas w tym, że wybrany produkt nie był odpowiedni dla testującej go osoby. Zastąpiliśmy go preparatem o nazwie ferulic activator i … widać było bardzo dużą różnicę. Preparat, podobnie jak pH activator, stosuje się na noc i ma on także aktywować skórę przed zabiegami złuszczającymi. W fazie aktywacji zaleca się jego stosowanie tylko przez 2-3 tygodnie, a potem na 3 dni przed każdym kolejnym pilingiem w serii. Można zrobić również 5-6-tygodniową kurację w celu wyrównania kolorytu i nadania blasku skórze.

W składzie znajdziemy kwas ferulowy, kwas mlekowy, witaminę E i kwas traneksamowy, lipopeptydy. Ferulic activator różni się konsystencją i ma postać perłowego żelu. Co też nie mniej istotne – przyjemnie pachnie. Po aplikacji skóra jest sucha, nie ma efektu lepienia lub ciągnięcia. Podczas stosowania nie zaobserwowaliśmy intensywnego złuszczania. Po każdorazowej aplikacji żelu skóra staje się jedwabista, gładka. Przypuszczamy, że spowodowane jest to zastosowaniem mirystynianu oktylododecylu, który jest emolientem natłuszczającym i zmiękczającym, tworzącym wygładzający film na powierzchni skóry. Mimo naniesienia niewielkiej ilości preparat nie „znikał” tylko delikatnie pokrywał skórę. Bardzo spodobał się testującej osobie – nam zresztą też. A jakie są efekty jego zastosowania? Skóra jest wygładzona, promienna, gładko wykończona. Jak już wspomnieliśmy wcześniej, nie zauważyliśmy, by skóra gdziekolwiek była przesuszona lub łuszczyła się. Wygląda na to, że został zachowany balans między intensywnym i delikatnym złuszczaniem odpowiadającym za ujednolicenie kolorytu.

A teraz wróćmy jeszcze do wskazań obu preparatów. Aktywacja skóry przez zabiegami złuszczającymi… Czy to ma sens? Wydaje się nam, że jest to dobrze przemyślana strategia. Przez 5-6 tygodni przygotowujemy naszą skórę do profesjonalnego złuszczania po to, by przyzwyczaić skórę do kontaktu z kwasami o większym stężeniu i przede wszystkim po to, by „uśpić” odrobinę nasze melanocyty. Chodzi bowiem o to, by po intensywnym złuszczaniu nie pojawiły się na skórze nowe przebarwienia. Oczywiście podczas całego okresu stosowania jednego czy drugiego preparatu i po „głównym” złuszczaniu należy pamiętać o fotoochronie. Przetestowaliśmy preparat bez właściwego złuszczania. W końcu za oknem słońce i do tematu pilingów wrócimy na jesieni.

Naszą recenzję chcielibyśmy podsumować jeszcze jednym przemyśleniem. Warto korzystać z próbek, by przetestować dany produkt. Może okazać się, że nawet bardzo dobry preparat okaże się dla nas nieodpowiedni. Do skóry i jej pielęgnacji trzeba podchodzić bardzo indywidualnie i to co pasowało naszej przyjaciółce, nie koniecznie będzie dobre dla nas…

Related posts

Leave a Comment